Spoglądając w upalny dzień na przepełnione plaże można odnieść wrażenie, że opalanie nigdy nie wyjdzie z mody. Niewiele osób chowa się choćby w skromnym cieniu parasola, większość w pełni korzysta z każdej słonecznej chwili. No właśnie, czy rzeczywiście korzysta? Jeśli z umiarem, to można tak powiedzieć. Promienie słoneczne mają dobry wpływ na nasze samopoczucie, czekamy na nie z utęsknieniem przez kilka miesięcy każdego roku. Są niezbędne do produkcji witaminy D w naszym organizmie. Tyle tylko, że do jej syntezy wystarczy minimalny kontakt ze słońcem, a nie wielogodzinne smażenie się na plaży. Opalanie ma zapewne swoje zalety, ale nie z punktu widzenia dermatologa. Dla naszej skóry promienie nie niosą ze sobą wiele dobrego. Powszechnie uznawana za oznakę zdrowia i urody opalenizna to bowiem nic innego, jak reakcja obronna organizmu na nadmiar promieniowania ultrafioletowego. Upraszczając można powiedzieć, że organizm broni się i w efekcie skóra przyjmuje inny (ciemniejszy lub czerwieńszy) kolor.
Złociste i szkodliwe
Nasza reakcja i odporność na słońce jest różna. Kolor włosów, skóry, tęczówki oka zależy od ilości melaniny, naturalnego pigmentu, powstającego w naskórku. W zależności od jego ilości wyróżnia się sześć fototypów skóry; od najjaśniejszej z piegami po ciemnobrązową i czarną. U osób o jasnej karnacji melanina występuje tylko w warstwie podstawowej naskórka, czyli tej najgłębiej położonej. Osoby o ciemnej karnacji posiadają melaninę we wszystkich pięciu warstwach naskórka i dzięki temu są bardziej odporne na działanie promieni słonecznych.
Czym są owe promienie? Składa się na nie między innymi promieniowanie podczerwone, światło widzialne i promieniowanie ultrafioletowe. To ostatnie ma trzy zakresy: UVC (fale w całości pochłaniane przez warstwę ozonową, nie docierają do nas), UVB (wywołują rumień, powodują oparzenia skóry, biorą udział w syntezie barwnika skóry) i UVA (docierają do najgłębszych warstw skóry, uszkadzają włókna kolagenowe oraz DNA komórek, zaburzają odporność naskórka). Dawniej za szkodliwe uważano tylko promieniowanie UVB, aktualnie oba rodzaje uważa się za przyczynę starzenia skóry i powód zachorowań na jej nowotwory. Większość (95 procent) to promieniowanie UVA, które przenika przez chmury i szyby. Promieniowanie UVB dociera tylko do naskórka, ale pomimo – wydawałoby się – powierzchownego działania bardziej przyczynia się do zachorowań na raka. Jego największe natężenie występuje od godziny 10 do 15, jest zatrzymywane przez szyby, filtrowane przez chmury. Jeżeli chcemy dowiedzieć się z jakim promieniowaniem mamy do czynienia danego dnia, powinniśmy sprawdzić indeks UV (podawany często razem z prognozą pogody, dostępny m. in. na stronie internetowej Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej). Indeks stanowi miarę intensywności promieniowania ultrafioletowego słońca. Określa stopień UV – im wyższy, tym gorzej (10+ to promieniowanie ekstremalne). Ilość docierającego do nas promieniowania zależy od kilku czynników – w tym szerokości geograficznej (najsilniejsze jest w strefie zwrotnikowej), pory roku i pory dnia oraz wysokości nad poziomem morza (w Polsce największe wartości indeksu UV występują w Tatrach).
Chroń się
Oczywiście najprostszym sposobem na uniknięcie szkodliwych skutków przynoszonych przez opalanie jest schowanie się w głębokim cieniu, ale przecież nawet jeśli nie jesteśmy amatorami leżenia plackiem na plaży, to trudno jest całkowicie wyrzec się słońca. Na słońce nie wolno jednak wyjść bez wcześniejszego przygotowania. Odpowiednie kroki możemy poczynić nawet jeszcze przed sezonem, zwłaszcza gdy zależy nam na trwalszej opaleniźnie i przeciwdziałaniu starzeniu skóry. Jeśli już wiosną zaczniemy przyjmować probiotyki i B-karoten wzmocnimy mechanizmy ochronne skóry, zniwelujemy szkodliwe działanie promieniowania UVA i ograniczymy możliwość wystąpienia oparzeń. Gdy w końcu nadejdzie upał, to po krem z filtrem nie należy sięgać dopiero na plaży, ale trzydzieści minut wcześniej. Krem powinien posiadać filtr (zarazem UVA i UVB) odpowiedni dla naszego fototypu. I nie wystarczy, niezależnie od wysokości filtra, posmarować się raz na cały dzień; należy to powtarzać co dwie godziny, a częściej, gdy wchodzimy do wody lub pracujemy fizycznie. Jeżeli zastosujemy krem nawet z najwyższym filtrem i następnie spędzimy kilka godzin na słońcu, to może się to skończyć poparzeniem. A poparzenie to nie tylko krótkotrwały przykry efekt, który może popsuć urlop. Człowiek, który choć raz w życiu spiekł się do czerwoności ma większe szanse na zachorowanie na raka skóry, niż ktoś, komu podobna sytuacja nigdy się nie przydarzyła.
W godzinach, gdy jest największe promieniowanie najlepiej pozostać w cieniu. Ale nawet tam nie zapominajmy o tym, że konieczny jest krem z filtrem. Promienie odbijane na przykład od piasku w mniejszym stopniu, ale również do nas docierają. Krem z filtrem to nie wszystko. Dobrze jest pamiętać także o okularach ochronnych i kapeluszu, wskazane jest również użycie czystego kolagenu pod oczy. Kolagen pod oczy silnie nawilża, a zarazem działa ochronnie. Podczas urlopu w bardziej południowych krajach krem z filtrem trzeba zmienić na kosmetyk z wyższym filtrem, a jeszcze lepiej - bardziej zakrywać niż odkrywać ciało. Jeśli komuś jednak wydaje się, że ubrany od stóp do głów będzie całkowicie bezpieczny, to jest w błędzie. Odzież wbrew pozorom nie daje pełnej ochrony. Bawełna na przykład przepuszcza 20 procent UVA i 4 procent UVB. Wyjątkiem są specjalne ochronne ubrania z filtrami UV, które mogą się przydać zwłaszcza podczas wakacji w tropikach. Dla zainteresowanych – w sprzedaży są także proszki do prania pozostawiające na ubraniach filtr.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz